sobota, 12 kwietnia 2014

Trzymać się


Przez ostatnie dni miałam trochę problemów z trzymaniem się diety. Na przykład dwa dni temu na obiad była pizza, a że był to rodzinny posiłek nie mogłam się wymigać. Oczywiście swój kawałek przygotowałam sama, rozkładając ciasto najcieniej jak się da i posypując go jedynie odrobiną sera, ale i tak wyszłam ponad dzienną normę kalorii. Waga stoi. 56. To dołujące, chcę już zamówić swoją sukienkę.

Nie ćwiczyłam dzisiaj, jednak cały dzień sprzątałam. Ot, taki mały remoncik w pokoju. W poniedziałek kupuję tiul i zrobię sobie baldachim nad łóżkiem. Może pochwalę się efektami?
Tak czy siak, muszę coś robić, by nie myśleć o jedzeniu.

Dzisiaj zjadłam:

  • Śniadanie - kromka pieczywa wasa z sałatą i szynką wegetariańską (ok. 45 kcl)
  • Obiad - wegetariańskie curry z bułką (ok. 250 kcl)
  • Podwieczorek - pół jogurtu z musli (ok. 150 kcl)
  • Kolacja - sałatka pomidorowa, chleb (ok. 120 kcl)
W sumie 566/650. Nie jest źle. Byleby jutro waga poszła w dół. 

wtorek, 8 kwietnia 2014

Najpostniejszy dzień, a jedzenie zbyt wiele

Przeżyłam. I chyba na szczęście nie przekroczyłam limitu kalorii. Nie bardzo wiem, ile ich może mieć kromeczka chleba, który jem. Zakładam, że około czterdziestu, bo są naprawdę małe.


Dzisiaj zjadłam:

  • Śniadanie: zielona herbata, kanapka z pasztetem sojowym i sałatą (ok. 60 kcl)
  • W szkole: pół bułki z szynką wegetariańską (ok. 80 kcl)
  • Obiad: zupa jarzynowa (ok. 60 kcl)
  • Podwieczorek: banan z trzema łyżkami jogurtu (ok. 45 kcl)
  • Kolacja: sałatka z sałaty, pomidora i ogórka, jedna kromka (ok. 40 kcl)

    Oczywiście nie liczę owoców i warzyw, chociaż wiem, że wiele Motylków mimo dopisków do SGD to robi. Niestety nie mam na tyle motywacji jeszcze, by robić tak samo. I tak dzisiaj ledwie udało mi się powstrzymać przed zjedzeniem czekolady, a na dodatek rodzice kupili całe pudełko lodów, a szafki uginają się od słodyczy. Zwykle to ja pochłaniałam wszystkie...

    Muszę się też pozbyć schowanej w szafce tortili, którą miałam zjeść wczoraj. Draństwo ma dwieście kalorii, a na dodatek nie chcę spłukać się w toalecie xD

poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Czterysta kalorii


Udało się. Nie było nawet tak źle, jak się spodziewałam. Czterysta kalorii, jeśli się je dobrze rozplanuje, to wcale nie tak mało - gorzej będzie jutro.

Dzisiaj zjadłam:


  • Śniadanie: zielona herbata bez cukru, cztery łyżki jogurtu 0% i dwie łyżki płatków fitness (ok. 45 kcl)
  • W szkole: pół kajzerki i truskawkowy jogurt do picia (ok. 290 kcl)
  • Obiad: Zupa jarzynowa (ok. 60 kcl)
W sumie wyszłam na 395 kcl. Zjem jeszcze jabłko - owoce i warzywa nie są wliczane. ^^

Czuję się świetnie, jakbym nagle chwyciła za stery własnego życia. Zaczęłam się uczyć, co nigdy nie było w moim nawyku. Oceny w sumie i tak mam całkowicie zadowalające, ale wiedzy - zwłaszcza tej z historii, którą planuję studiować - nigdy nie za wiele. Chcę być jeszcze lepsza. Ana to dążenie do perfekcji, prawda?

Waga przed chwilą wskazała 58 kilogramów. Odjąć to, że nie jestem na czczo i ubranie, prawdopodobnie ważę ciut ponad 57. Jeszcze dwa i mała nagroda - sukienka.
Trzymajcie się chudo!

niedziela, 6 kwietnia 2014

Nie ja


Waligórzanki, żeńska fauna, 
jak łoskot beczek nagie. 
Gnieżdżą się w stratowanych łożach, 
śpią z otwartymi do piania ustami. 
Źrenice ich uciekły w głąb 
i penetrują do wnętrza gruczołów, 
z których się drożdże sączą w krew. 

Córy baroku. Tyje ciasto w dzieży, 
parują łąźnie, rumienią się wina, 
cwałują niebem prosięta obłoków, 
rżą trąby na fizyczny alarm. 

O rozdynione, o nadmierne 
i podwojone odrzuceniem szaty, 
i portojone gwałtownością pozy 
tłuste dania miłosne! 

Ich chude siostry wstały wcześniej, 
zanim się rozwidniło na obrazie. 
I nikt nie widział, jak gęsiego szły 
po nie zamalowanej stronie płótna. 

Wygnanki stylu. Żebra przeliczone 
ptasia natura stóp i dłoni. 
Na sterczących łopatkach próbują ulecieć. 

Trzynasty wiek dałby im złote tło, 
Dwudziesty - dałby ekran srebrny. 
Ten siedemnasty nic dla płaskich nie ma. 

Albowiem nawet niebo jest wypukłe, 
wypukli aniołowie i wypukły bóg - 
Febus wąsaty, który na spoconym 
rumaku wjeżdża do wrzącej alkowy.



~ Wisława Szymborska




Nigdy nie czułam obrzydzenia do osób grubych. Ba, kształtne kobiety uważam za piękne. Tylko nie ja. Nie lubię swoich szerokich bioder, wielkiego tyłka i masywnych ud. Dlatego chcę schudnąć, być motylkiem - w głębi siebie jestem delikatną dziewczyną. I na taką chcę wyglądać. Dziewczęco, nie kobieco. Chcę nosić śliczne sukienki z kołnierzykami i nie wyglądać przy tym jak baleron ściśnięty sznurkiem.
Przy wzroście około 166 centymetrów ważę 58 kilo - pierwszy kilogram już za mną. Tragedii właściwie nie ma, ale to nie ja. Moim celem jest 50 kilogramów. Piękna, symetryczna i harmonijna liczba.
Od jutra zaczynam 30 dni z Skinny Girl Diet, którą już lekko liznęłam. 400 kalorii. Najważniejsze to rozdać połowę jedzenia, które mama spakuje mi do szkoły i nie przesadzić z obiadem. Poza tym woda, sałata i jeszcze raz woda.
Trzymajcie za mnie kciuki!

Informacje

Liczby

Czytelnicy